Kajetan Lenik z klasy III L laureatem Wojewódzkiego Konkursu Literackiego Wędrówki Szlakiem Wartości
Kajetan Lenik z klasy III L laureatem Wojewódzkiego Konkursu Literackiego Wędrówki Szlakiem Wartości
Uczeń klasy III L, Kajetan Lenik, został laureatem Wojewódzkiego Konkursu Literackiego Wędrówki Szlakiem Wartości – zajął III miejsce. Kajtek przygotował na konkurs dwa utwory poetyckie – Nadawca i Adresat. Teksty były ze sobą powiązane i odnosiły się do tematu tegorocznej edycji, który brzmiał: TOLERANCJA I RÓŻNORODNOŚĆ. „Ileż w tym wewnętrznym ładzie niespodzianek, nowości, myśli twórczej! Od morskich głębin, gdzie nie dociera światło, aż po najsroższe pustynie, od gorących gejzerów po mroźne lodowce – natura tętni pomysłowością.” Daniel Ange). Opiekunką konkursową ucznia była nauczycielka języka polskiego, p. Magdalena Wasielewska. Gratulujemy Kajetanowi kolejnego literackiego osiągnięcia i życzymy dalszych sukcesów!
Kajetan Lenik
Utwory, które zdobyły III miejsce w Wojewódzkim Konkursie Literackim Wędrówki Szlakiem Wartości, kategoria: poezja (szkoły ponadpodstawowe)
Nadawca
Królowa dała rozkaz robotnicom:
W promieniach słońca żądła swe topcie,
Bo żaden z przyziemnych was wielbić nie zdoła,
Każdemu tylko bukiety w głowie…
Oni kwiaty we włosach chcą mieć, ale bez was…
Złote wianki to symbol ich sławy.
Róże zbierają, a bardziej niż kolców
Boją się trafić na szablę źdźbła trawy.
Tym gorącem targane, co sen przyniósł,
Imperium podwodnych łez złowiły.
Tam myśl spokojna drzemała wśród wraków,
A barwy korali rumieńce traciły.
Gdzie tlen nie docierał, oddech był szybszy
Z obawy o piach, który dno kryje;
Bo wielbłąd jutro się na nim wyłoży,
Wbrew perle – ona dziś się w nim myje.
Teraz te róże tylko w głowach im kwitną,
W nocy horyzont starł się z prochami:
Kwiaty kamieniem pustyni się stały,
Kruchym świadectwem braterskiej tyranii.
Nikomu pisane nie jest więdnięcie,
Nikt nie doczeka też ścięcia łodygi;
Za jednym zamachem każdy zastygnie,
Za to, co kocha, za to, z czego szydzi.
Bo widzisz, nawet motyle o skrzydłach dziurawych,
Ciągle z powietrzem starają się tańczyć.
Na szali siedząc, chcą tonę przyrównać
Do siebie, cel swój na mapie zaznaczyć.
Pragną, wznoszone do chmur, świat przemierzać,
Zniknąć pod taflą, w odbitym niebie.
Nad Saharami ten list pisać będą,
Kto wie, może niosą go teraz do ciebie?
Z wyrazami szacunku,
Człowiek, co pragnie dobroci przytułku
Adresat
Ile kryształów ma wynieść się z wnętrza
Tej góry, którą mierzymy wzrokiem?
Niezliczone jej szczyty butem tępimy,
Okruchy duszy zsuwamy ze stokiem.
By wulkan mógł drzemać bez kołysanki,
Ślemy na niego dwie fale tsunami.
Suche, zwietrzałe, twardsze niż diament,
Jak węgiel brudzą, młotem, słowami.
Ile ziaren skrępuje im twarze,
Zapuści korzenie do oczu i gardeł,
Ilekroć gałąź wydłubie na niebie
Po gwieździe, by pozbyć się świateł,
Tyle pąków na klucz będzie zamkniętych,
Za miłość swą mając jedynie kłódkę,
Tylko korozję za kwestię czasu – niestarość,
Nie wirującą zegara wskazówkę…
~
Znienacka geniusz te światy ogarnął,
Co na jednej planecie tlen marnowały,
Eureka! objęły konewki, sekator,
Topiąc ich we śnie, dla dobra sprawy.
Odcinały swe więzy – wykarczować? – nie sposób.
Padły do kolan, o litość błagać chciały,
Ale nie miał już kto przebaczenia udzielić,
Zbite lico lustra łańcuchem zaszywały.
~
…A skąd będę śledzić ich twarze?
Spod celi więziennej na baobabie,
Spod żwiru, co tryska z naszych pił?
Z tratwy, gdy świat powódź Sądu ogarnie?
Póki nie płynę nad nimi i w dół nie spoglądam,
Nie zaleję żagli łzami, ten brak taktu przeminie,
A promień płynący z ich skrzydeł motylich
Blaskiem odbitym od swoich uczynię.
Z poważaniem,
Świadek destrukcyjnych, bratobójczych zdarzeń
